Meczet Ligi Muzułmańskiej, Warszawa Ochota (zdj Darpaw, wikimedia CC BY-SA 4.0)

Islamski ekstremizm to szersze zjawisko niż dżihadyzm

Korzystając z doświadczeń zachodnich powinniśmy dyskutować o problemie radykalizacji muzułmanów szerzej niż tylko w kontekście bezpośredniego zagrożenia zamachami terrorystycznymi.

Coraz częściej w tym obszarze zwraca się uwagę na problem przeciwdziałania radykalizacji, a nie tylko przeciwdziałania przemocy (Countering Extremisn/Countering Violent Extremism). Analitycy i służby państwowe bacznie przyglądają się radykalnej ideologii przenikającej podręczniki, meczety czy Internet. Sondaże przeprowadzone na próbie złożonej z członków społeczności muzułmańskiej wykazują poparcie tej grupy dla sprzecznych z demokracją praw szariatu. Ponadto tworzenie równoległych społeczeństw, wykłady kaznodziejów, którzy przedstawiają Zachód jako wroga, traktowane są jako wyzwanie dla bezpieczeństwa, a nie tylko jako bardzo wczesny element na drodze do przemocy.

Niedawno ukazała się analiza dr hab. Daniela Boćkowskiego opublikowana przez Ośrodek Analiz Strategicznych „Mniejszość muzułmańska w Polsce. Jak zmniejszyć ryzyko radykalizacji oraz kontrolować wpływy salafickie”, poświęcona zagrożeniu ze strony mniejszości muzułmańskich w Polsce, która zdaje się wyżej wymienioną perspektywę pomijać. Raport porusza cieakawe wątki, więc warto go szerzej omówić, zwłaszcza w tych punktach, które są rozbieżne z posiadaną przeze mnie wiedzą. Nie sposób nie zgodzić się z wnioskami z analizy dotyczącymi bezpośredniego zagrożenia ze strony konwertytów i imigrantów z Czeczenii. To prawda, że wymienione środowiska mogą obecnie stanowić większe zagrożenie niż inni imigranci. Jednak z zasadniczą tezą, jakoby Polska nie miała problemu z radykalizacją wśród imigrantów muzułmańskich, można polemizować.

To właśnie przyjęcie wąskiej definicji radykalizacji prowadzi w mojej ocenie do błędnych wniosków. Stwierdzenie, że nie mamy do czynienia z radykalizmem wśród imigrantów z krajów muzułmańskich, nadawanie nieproporcjonalnie dużego znaczenia ekonomicznym przyczynom terroryzmu, czy traktowanie Ligi Muzułmańskiej w RP jedynie jako reprezentanta społeczności muzułmańskiej, stoi w sprzeczności z dostępnymi informacjami, stanem badań nad islamizmem i przyczynami radykalizmu. W efekcie zaniepokojenie obywateli skutkami imigracji i reakcja polityków łatwo przedstawić jedynie jako element „straszenia wyznawcami islamu”, a nie wyraz troski o bezpieczeństwo.

Tymczasem to właśnie ograniczona imigracja z określonych kierunków pozwala autorowi analizy postawić tezę, że problemy z radykalizacją muzułmanów są u nas właściwie nieistotne.

O jakiej radykalizacji jest mowa?

W dokumencie na temat zagrożeń bezpieczeństwa niezbędne wydaje się zdefiniowanie kluczowych pojęć; zabrakło doprecyzowania terminu radykalizacja. Z analizy kontekstowej można wywnioskować, że dr hab. Daniel Boćkowski zawęża problem do radykalizacji, która ma prowadzić bezpośrednio do przemocy terrorystycznej. Tymczasem w krajach zachodnich eksperci przyglądają się szerokiemu spektrum radykalizacji, które tworzy podglebie dla dalszych procesów radykalizacyjnych. Mowa tutaj chociażby o wspomnianym w analizie zjawisku gettoizacji mniejszości muzułmańskiej.  Warto zauważyć, że gettoizacja sama z siebie wpływa negatywnie na bezpieczeństwo państwa. Utrudnia bowiem stosowanie prawa, ogranicza służbom dostęp do tzw. miejsc wrażliwych, podkopuje poczucie bezpieczeństwa zwykłych obywateli, wreszcie – stanowi zagrożenie dla spójności społecznej. Tymczasem dr hab. Boćkowski rozważa to zjawisko jedynie jako element radykalizacji zmierzającej do terroryzmu.

W związku z przyjętą perspektywą radykalizacji raport pomija więc kilka istotnych zjawisk. Zawężone widzenie problemu może w konsekwencji doprowadzić do powielenia błędów popełnionych na Zachodzie.

Nie ma realnego problemu radykalizacji ani w pierwszym, ani w drugim pokoleniu?

Brak problemu z radykalizacją imigrantów, to jedna z głównych tez raportu, którą dziennikarze portal Onet.pl postanowili szczególnie podkreślić w tekście będący podsumowaniem raportu.

Tymczasem analiza przemilcza fakty dotyczące działalności Ligi Muzułmańskiej i związanego z nią środowiska. Pierwsze pokolenie imigrantów od lat wydaje ekstremistyczną literaturę, której treści godzą w demokratyczne państwo prawa. Nie jest to tylko przeszłość. Niedawno nasz współpracownik odwiedzający jeden z ośrodków kultury zauważył, że można tam nabyć książki Saida Kutba, głównego ideologa Bractwa Muzułmańskiego i inspiratora przyszłych terrorystów. Wrocławski imam Ali Abi Issa pozytywnie odnosił się w swoich komentarzach do stosowania kary śmierci za cudzołóstwo czy apostazję (kary przewidziane w państwie, w którym obowiązują prawa szariatu).

W Internecie było też dostępne nagranie chutby muftiego LM Nedala Abu Tabaqa, który po przewrocie wojskowym w Egipcie deklarował, że dokonałby wobec reżimu gen. Sisiego czynów, za które mógłby odpowiedzieć przed polskim sądem.

Ta radykalizacja jest też obecna w młodszym pokoleniu.  Przykładem może być chociażby strona ask.fm prowadzona przez syna muftiego LM. Odpowiadając tam na pytania internautów  Adam Wajeeh Abdel Fatah przedstawiał poglądy na funkcjonowanie państwa i społeczeństwa zgodnie z zasadami islamu, które można jedynie określić jako fundamentalistyczne. Syn imama powoływał się przy tym także na autorytet ojca – muftiego.

Innym przykładem był występujący w mediach działacz Stowarzyszenia Studentów Muzułmańskich, który przez długi czas na profilu społecznościowym wychwalał działalność terrorystów z Brygad Męczenników Al-Aksa. Co prawda pewnym usprawiedliwieniem mogłoby być, że doświadczył straty rodzinnej w wyniku izraelskich nalotów na Strefę Gazy, ale w literaturze fachowej takie zdarzenia w życiu zajmują miejsce jako czynnik uruchamiający radykalizację. Jeżeli takie poglądy ujawniane są publicznie, można swobodnie przypuszczać, że radykalizacja występuje szerzej w środowisku.

Liga Muzułmańska: czy tylko reprezentant muzułmanów?

W świetle prezentowanego tu szerszego ujęcia problemów radykalizacji trudno będzie zgodzić się z określeniem Ligi Muzułmańskiej, jak robi to dr hab. Boćkowski, mianem drugiego co do liczebności związku muzułmańskiego w kraju, reprezentującego imigrantów “o ile tego chcą”.

Powiązanie Ligi Muzułmańskiej z organizacjami nurtu islamu politycznego jest dobrze udokumentowane. Mowa o Federacji Islamskich Organizacji w Europie (FIOE), Europejskim Instytucie Nauk Humanistycznych (IESH), Europe Trust, czy lokalnymi jak Islamska Wspólnota Niemiec. Przez wielu ekspertów organizacje te uważane są za organizacje promujące islamizm, chociaż nie nawołujące wprost do zamachów terrorystycznych.  Tworzą jednak żyzną glebę dla radykalizacji. Narracja promowana przez wymienione instytucje przedstawia Zachód jako miejsce dyskryminujące muzułmanów i samowolnie czyni z siebie rzecznika interesów mniejszości muzułmańskiej. Na pewnym etapie rządy Francji, Niemiec, Austrii czy Wielkiej Brytanii zauważyły, że wzmacnianie ugrupowań spod parasola FIOE jako reprezentantów muzułmanów w dialogu z rządem jednak nie jest korzystne.

Co prawda, jak zauważa dr Krzysztof Izak, działaniu tych organizacji w Polsce nie będzie towarzyszył rozgłos, ale jest to taktyka, a nie zmiana profilu działalności organizacji.  I tu istotne znaczenie ma fakt, że Liga Muzułmańska nigdy też nie odcięła się od kaznodziei nienawiści, antysemity Jusufa Al-Karadawiego, który jest duchowym liderem wyżej wymienionych organizacji.

Saudyjskie pieniądze

Dr hab. Boćkowski wspomina o ryzyku wpływów saudyjskich poprzez finansowanie budowy meczetów. Omawia propozycję budowy i finansowania Muzułmańskiego Centrum Kultury i Edukacji w Białymstoku złożoną przez Saudów. Jak twierdzi autor, finansowanie oraz osoba muftiego Miśkiewicza, który odbył studia teologiczne w Arabii Saudyjskiej, podzieliła środowisko Muzułmańskiego Związku Religijnego, skupiające polskich Tatarów.

Autor nie wspomina jednak o sfinansowaniu meczetu Ligi Muzułmańskiej na Ochocie przez sponsorów saudyjskich i kuwejckich. Jest to kolejny element, którego zabrakło w raporcie; nie tylko saudyjskie petrodolary finansowały radykalizm, problematyczne stały się także przepływy finansowe z Kataru, czy Kuwejtu.

Nawet Turcja, chociaż nie tak radykalna, rozprzestrzenia dzięki meczetom swoją wersję islamu i stara się w ten sposób oddziaływać na diasporę w krajach Zachodniej Europy.   Co prawda analiza OAS wymienia Turcję, ale jedynie w aspekcie jej interesów politycznych, a nie promowania upolitycznionej wersji islamu.

Tu znowu wychodzi różnica w podejściu do radykalizacji. W analizie dr hab. Boćkowskiego islam zradykalizowany to islam dżihadystyczny, a ten promowany przez Turcję jest islamem umiarkowanym. Z tak przyjętą definicją z pewnością nie zgodziłby się rząd Austrii, który zamknął w 2018 roku kilka tureckich meczetów, wydalił niektórych imamów, a wobec części z nich wszczął dochodzenie pod zarzutem promowania politycznego islamu. Ograniczanie coraz większej roli Diyanetu jedynie do reprezentowania politycznego ramienia Turcji nie w pełni pokrywa więc rolę, jaką rzeczywiście odgrywa.

Finansowanie meczetów i ich działalności przez wyżej wymienione kraje jest przedmiotem troski zachodnioeuropejskich polityków. Działania mające na celu uregulowanie i ograniczenie wpływów państw Bliskiego Wschodu na rodzimych muzułmanów podejmują chociażby Austria czy Francja.

Zachód odchodzi od współpracy z islamistami

Wobec powyższego nie mogę zgodzić się ze stwierdzeniem, że radykalizacja imigrantów w Polsce realnie nie istnieje, zwłaszcza, że przedstawienie Ligi Muzułmańskiej, jakiego dokonał dr hab. Boćkowski, powoduje ryzyko uznania jej za organizację reprezentującą muzułmanów. To moim zdaniem powielenie błędów, które wcześniej popełnił Zachód. Władze krajów zachodnich “otworzyły się na islamistów”, wciągając ich w debatę i proces polityczny, chcąc w ten sposób odwieść od radykalizacji. Dzisiaj Francja, Wielka Brytania, Niemcy i Austria próbują ten proces odwrócić. Francja chce tworzyć nowe, oficjalne gremium przedstawicielskie muzułmanów niezdominowane tym razem wpływami organizacji z tego samego nurtu co Liga Muzułmańska. Wielka Brytania jest miejscem konfliktu pomiędzy wspieranymi coraz bardziej przez państwo liberałami muzułmańskimi funkcjonującymi w organizacjach takich jak Quilliam Foundation lub działającymi w programie brytyjskim Prevent a islamistami i salafitami z CAGE, iERA (Islamic Education and Research Academy), czy MAB (Muslim Association of Britain). Niemcy i Austria borykają się z wpływami Bractwa Muzułmńskiego w meczetach.

Czeczeni i migracja z kierunku wschodniego

Co warto podkreślić, dr hab. Daniel Boćkowski zauważa, że bacznie trzeba przyglądać się drugiemu pokoleniu imigrantów z Czeczenii, które doświadczyło traumy wojennej, a także może doświadczać problemów z integracją. Obecne w Internecie zdjęcia młodych Czeczenów pokazujących gesty Państwa Islamskiego pozwalają sądzić, że taki problem już kiełkuje. Czeczeńskich fanów walk MMA oraz osoby okazujące sympatie wobec radykałów i terrorystów, łączy bliska i gęsta sieć powiązań w Internecie.

Niestety wydaje się, że przeciwdziałanie radykalizacji, tak jak proponuje autor analizy, czyli poprzez  stworzenie sieci współpracy między rodzinami, szkołami, imami i służbami odpowiedzialnymi za opiekę, w Polsce nie działa. Sytuacja ukraińskich imigrantów, państwa Reków, dowodzi, że ten mechanizm nie tylko niczemu nie zapobiegł, ale wręcz zadziałał negatywnie.  Ich chodząca do polskiej szkoły córka pod wpływem kontaktów z młodymi Czeczenami przeszła na islam i wyraziła chęć wyjazdu do Czeczenii. Konwersja niepełnoletniej na islam odbyła się bez zgody rodziców, więzy rodzinne zostały zniszczone. Proponowane przez autora mechanizmy, takie jak współpraca ze szkołą oraz imamem, zadziałały na szkodę rodziny. Imam przyjął konwersję nieletniej, ośrodki edukacyjne i pomocowe stanęły za dziewczynką przeciwko rodzicom dziewczynki, którym z kolei grozili Czeczeni mieszkający w Austrii; więc jeżeli ten system ma działać, musi mieć jasno określone priorytety i kierunek działania. Niedawno sąd uznał, że doprowadzenie do konwersji 14-latki było jej deprawacją.

W analizie ryzyka imigracji zza wschodniej granicy brakuje kwestii związanej z potencjałem radykalizacji zachodzącej w związku z doświadczeniem dyskryminacji. To właśnie dyskryminacja ekonomiczna jest jednym z podstawowych czynników radykalizacji imigrantów przybywających z byłych sowieckich republik Centralnej Azji. W większości do Rosji migrowali ludzie wyznający islam umiarkowany. Pod wpływem tamtejszej dyskryminacji płacowej radykalizowali się m.in. Uzbekowie, którzy coraz częściej osiedlają się w Polsce.

W świetle zapowiedzi gwałtownego podniesienia pracy minimalnej przez PiS, tym bardziej powinniśmy liczyć się ze zwiększeniem atrakcyjności naszego kraju jako docelowego dla imigracji ekonomicznej, a także z coraz większą pokusą dla pracodawców, żeby redukować koszty poprzez nielegalne zatrudnienie, co łatwiej można wymóc na pracowniku społecznie słabszym, tj. imigrancie z zagranicy. Warto więc też wspomnieć o odpowiedniej kontroli pracodawców jako elemencie nie tylko szczelności podatkowej państwa, ale przeciwdziałania dyskryminacji i jej skutkom.

Studenci

Trudno jest zgodzić się ze stwierdzeniem, że nie mamy problemu z imigracją muzułmańską, bo mamy inny jej wzorzec. Według Boćkowskiego nie jest to imigracja ekonomiczna, bo „zdecydowana większość to studenci, którzy pozostali w naszym kraju zakładając tu swoje, najczęściej mieszane, rodziny”. Wykształcenie nie chroni przed radykalizacją, a warunki ekonomiczne, szklany sufit wobec ambicji imigrantów nie wyjaśnia w pełni zjawiska terroryzmu. Carnajew (sprawca zamachu na maraton w Bostonie), Umar Farouk Abdulmutallab (niedoszły zamachowiec, który chciał zdetonować w samolocie bombę przemyconą w bieliźnie), Jihadi John (terrorysta i „kat” Państwa Islamskeigo), zamachowcy ze Sri Lanki, nie mówiąc o takich tuzach jak Zawahiri (lider Al-Kaidy), byli absolwentami wyższych uczelni i bynajmniej nie były to osoby społecznie wykluczone. Fakt studiowania nie zabezpiecza przed radykalizacją i nie powinien stanowić czynnika usypiającego czujność organów bezpieczeństwa. Związek terroryzmu z biedą nie jest dostatecznie udowodniony, istnieją za to udokumentowane związki terroryzmu ze środowiskiem przestępczym i radykalizacją. Ekonomiczne przyczyny dołączenia do działalności terrorystycznej mają znaczenie w krajach jak Tunezja, gdzie na pograniczu z Libią alternatywą ułatwiającą przeżycie jest przemyt, terroryzm lub migracja. Odgrywają także istotną role w przypadku wspomnianego wyżej poczucia wykorzystywania i dyskryminacji płacowej.

Hizb ut Tahrir… a inni?

Analiza OAS wskazuje wyraźnie na zagrożenia radykalizacji ze strony Hizb ut Tahrir (HuT), działającej prężnie na terenie byłego Związku Radzieckiego. Organizacja ta ma kierować swój przekaz do mieszkających w Polsce Czeczenów. Warto jednak zauważyć, że również Tadżykistan i Uzbekistan stały się miejscami aktywnej działalności tego ugrupowania. Kontekst uzbecki jest o tyle ważny, że imigranci z tego kraju przybywają do Polski.  Nawiasem mówiąc nieprawdziwa jest informacja podana w analizie, że HuT został zdelegalizowany w Wielkiej Brytanii (może sugerować to niezbyt precyzyjny wpis w Wikipedii).

W analizie zabrakło jednak informacji o innych ugrupowaniach planujących ekspansję ideową w Polsce. Próby takie poczynili już niemieccy salafici z ugrupowania Pierra Vogla oraz brytyjscy z organizacji iEra prowadzącego projekt Mission Dawah. Co prawda organizacje te oficjalnie odrzucają terroryzm, ale nauczają fundamentalistycznej interpretacji islamu, wprowadzającej podziały w społeczeństwie i zdaniem służb prowadzącej do radykalizacji. Na razie ich działania w Polsce nie wydały jakichś szczególnych owoców, jednak polscy konwertyci odwiedzający meczet przy ul. Wiertniczej zbliżyli się do idei salafickich. Te różnice ideologiczne stanowią tło sporu o kontrolę nad meczetem pomiędzy nimi a Muzułmańskim Związkiem Religijnym, którego byliśmy świadkiem w ubiegłym roku.

Specjaliści od bezpieczeństwa powinni zwrócić uwagę na działania Fundacji Sakanah, finansowanej z pieniędzy malezyjskich, która buduje nowy meczet w Warszawie. Organizacja ta współpracuje ze studentami z malezyjskiej uczelni, której zajęcia odbywają się pod kontrolą JAKIM, rządowego Departamentu na rzecz Rozwoju Islamu w Malezji. To ten departament jest odpowiedzialny za propagowanie konserwatywnych islamskich zwyczajów oraz wprowadzanie kar opartych na szariacie. W meczecie zakupionym przez pieniądze z Malezji i datki muzułmanów zbierane w internecie spotykają się muzułmanie mniejszości czeczeńskiej i wspomniani konwertyci.

Dlaczego problem z radykalizacją jest niewielki?

Najważniejsza jednak jest odpowiedź na pytanie, które nie pada w raporcie. Dlaczego akurat Polska ma tak mały problem z radykalizacją muzułmanów? Autor analizy na samym początku zdaje się trywializować obawy Polaków, że „w Polsce straszono wyznawcami islamu jako śmiertelnym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa wewnętrznego”. Jego zdaniem nie ma do tego podstaw, imigranci nie są radykalni, a wspólnota niewielka. Tymczasem to właśnie w małej skali migracji tkwi klucz do istoty problemu. To nie obawy Polaków są przesadzone, bo radykalizacja jest niewielka, tylko radykalizacja jest niewielka, ponieważ imigracja jest relatywnie mała i niegwałtowna, a rząd i większość obywateli chce ten stan rzeczy utrzymać. Imigranci nie stanowią zagrożenia, ponieważ służby mogą sobie pozwolić na indywidualne traktowanie sytuacji, na tzw. mikromenedżment. Dzieje się tak, bo wspólnota jest niewielka, łatwa do infiltracji i, jak stwierdza dr hab. Boćkowski, rozproszona. Czy da się ten stan rzeczy utrzymać przy gwałtownym wzroście imigracji, przy braku sprawdzonych, skutecznych metod integracji i przy relokacji imigrantów niedostatecznie zweryfikowanych przez służby? Jest to wątpliwe, bo doświadczenia innych państw pokazują coś innego.

Jeżeli chcemy uczciwie odpowiedzieć na pytanie o bezpieczeństwo Polski, lepiej nie stawiać się w tej samej sytuacji, w jakiej znalazły się państwa zachodnie. Zamiast więc podważać racjonalność obaw Polaków, należy odpowiedzieć na pytanie, czy chcemy zwiększonej imigracji z tych krajów, skoro istnieje obawa, że wobec braku metod integracji zwiększone tempo imigracji zrodzi te same problem, z którymi dziś zmagają się kraje Europy Zachodniej? Pytanie o imigrantów z krajów muzułmańskich nie jest pytaniem o obecną sytuację, a o przyszłość.

Ekspert do spraw islamu politycznego i terroryzmu. Autor licznych publikacji prasowych, komentator mediów. Absolwent studiów doktoranckich Collegium Civitas na Wydziale Stosunków Międzynarodowych. Obecnie pracuje nad pracą doktorską na temat "Myśli politycznej Jusufa Al-Karadawiego".

Leave a Reply